to tekst któy napisałem jeszcze w lipcu, z myślą właśnie o publikacji na stronie, dokładnie było to późną nocą dnia 07.07.2008, jedna z fascynacji związanych z górami, tymi konkretnymi, do których przez różne perypetie i przygody na przestrzeni ostatnich 2 tygodni nie udało mi się dotrzeć (dni, które znalazły się w zbiorze tych tygodni zdecydowanie zasługują na opisanie – tak więc niebawem). a już tesknie za nimi nie miłosiernie, przyznam szczerze, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie związałem się tak emocjonalnie z miejscem, jak z tymi góreckami. łoj, dają one pozytywnego kopa na maXa. zapewne nieraz jeszcze będe się rozpisywał w tym temacie, póki co, ja wracam do pracy (zaraz zbieram sie w strone Bielska, a zaraz potem w moje ukochane górecki), a Ciebie zapraszam do lektury:
[2008.07.07] ….. Nadal jestem w górach, w miejscu w którym się odnajduje, piękno jego jest niepojęte. Po całym dniu pracy, nawet gdy pada deszcz, spacer w takim otoczeniu jak tu, pozwala na roześmianie duszy i na ciepłe myśli. Nieskończone pokłady energii, jak dla mnie. Każdy chyba w życiu szuka swojego miejsce, aczkolwiek druga połowa jest równie a nawet bardziej ważna. Ktoś po prostu tu się pojawi, zwróci uwagę na piękno tych okolic (nawet największy emocjonalny zwyrodnialec). Dla mnie właśnie te „okolice” to zdecydowanie coś więcej, bywałem w wielu miejscach (wiele chciałbym zobaczyć i poczuć jeszcze), uwielbiam Toruń, stromizny San Francisco, zieleń Seattle, nasze morze – ale to czego doznaje w tych „okolicach” jest nie porównywalne z niczym. Czuje że nawiązuje się coraz większa więź z każdym pagórkiem, drzewem, wiatrem a nawet i kroplą deszczu. Zrozumiałym jest dla mnie fakt, że wpływ na to ma wiele różnorakich czynników włącznie ze splotem konsekwencji wielu faktów w moim życiu. Ale liczy się tu i teraz, czyli życie właściwe, cel który obieramy a przede wszystkim droga – choć i jak wszystko to również ulega dyskusji ( link do posta).
Po całym dniu czegoś co nazywamy pracą, wkręcił mi się w głowie spacerek, od tak do sklepu w wiosce w której aktualnie przebywam. Szczęście chciało że potrzeba zrównolegliła się z przerwą w opadach deszczu (wedle wskazań statystycznych, w skali roku, miesiąc lipiec dostarcza najwięcej tej rozrywki). Nie zastanawiając się, odłożyłem lapciaka, zgarnąłem z łóżka kurtkę przeciwdeszczową, uruchomiłem buty i podążyłem szlakiem chodnikowym w stronę sklepu. Powietrze z reguły tutaj bije świeżością, deszcz dodaje mu efektu redbulla:). W drodze jak to mam w zwyczaju zanurzyłem się w oceanie myśli, bez konkretów, taki kogel mogiel, który towarzyszy mi jak i Tobie bez ustanku praktycznie. W dużej mierze to leczo myślowe wypełniał zachwyt dla otaczających widoków, uwielbiam patrzeć na to wszystko dookoła, w każdej sekundzie pomimo ogromu i stateczności mocarnych gór można zobaczyć coś nowego a za tym idą emocje. Kiedy już dotarłem do sklepu, ogarnąłem symboliczne zakupy, w czasie gdy kierowałem się do wyjścia, z nieba poleciał deszczowy wodospad. Jak wiadomo życie zaskakuje, nigdy w życiu obserwowanie deszcze nie sprawiło mi tak wiele radochy. Powstrzymałem się od pływania w kałużach jak i spływem nurtem deszczówki. Co mnie zafascynowało? Spektakl! - taak nierówno mam pod sufitem, ale przyzwyczaiłem się już do tego, poza tym wiesz jak jest, jeżeli trudno Ci z czymś żyć, należy się z tym pogodzić:) - pierwszy raz w życiu patrzyłem na deszcz niczym na musical, idealnie wyreżyserowaną sztukę z fantastycznymi efektami dźwiękowymi. Wszystko w jednym miejscu, nie dość że w pierwszym rzędzie to do tego jeszcze praktycznie bierzesz udział w tym przedstawieniu. Stojąc pod sklepem, w śród kilku osób, wyłączałem to otoczenie, skupiając się na przedstawieniu którego byłem świadkiem, muzyce wygrywanej przez spadający deszcz oraz idealnej choreografii realizowanej przez wiatr . Nie zabrakło również światła, którego głównym koordynatorem było słońce realizujące swoją wizję poprzez umiejętne użycie filtrów w postaci chmur – życie zdecydowanie – umysł nasz ma nieograniczone możliwości a my sami mamy tak nie fajną przypadłość do zamykania go w zagrodzie. Spróbuj kiedyś popatrzeć tak na deszcz, wybierz sobie dogodne miejsce – na szczęście całe w tym przypadku niema kolejek, niedostępnych biletów i sztywniaków którym się wydaje że wszystko wiedzą. Ja osobiście czekam na kolejne sztuki:) wszędzie są niepowtarzalne. Cholernie szkoda że tak mocno żyjemy schematami, tak wiele nam zasłaniają. Jeżeli sądzisz i myślisz sobie „no nieźle chłopaczyna musiał być porobiony” to jesteś w błędzie – to właśnie trzeźwość którą udaje mi się zachowywać od pewnego czas, po latach tłumienia , pozwoliła mi m.in. na to. W sumie już nie mam siły ale dodam że to suma z grubsza skończonej i sformułowanej liczby sytacji, a z chudsza końca niema.