jedyna forma kontaktu, to te ułamkami sekundy, kiedy to przez myśl Twą przemknie obraz, zwany wspomnieniem. życie dyktuje w końcu kolejne obrasssskki, codzienności, bycia tu i teraz. a co to “tu”, co to “teraz”? kiedyś rozpoczołem podróż, wielu nazywa ją życiem, ja poznaniem, może to i nie poprawnie ale podążam do celu na gape. jestem bo być to jestestwo, instrument który to raz gra piękną melodię a innym razem zafałszuje. choć to dziś dla Ciebie bez znaczenia, poznałem te wybite nuty z przed wielu lat, a spowita ciepłem melodia nadal w moim sercu gra, słucham jej sam. dziś może jest “teraz”, jutro może będzie “tu”. a gdzie Ty?
Archive for the ‘POPeROSTU.’ Category
schemaltypowani
07.14
jestem normalny, normalnie szalony – nie wystaje przed współczesne legiony skorup jakie wieki budujemy samym sobie. każdego dnia, minuty, tam – tu – i tam jak jutro. bezradność może złość bardziej, często chyba nawet nie zdajemy sobie pojęcia jak mocno jesteśmy schermetyzowani tak naprawdę przez samych siebie. jak wiele ktoś kiedyś nazwał, a teraz to dla nas naturą – jesteśmy schemaltypowani. poszukujemy nieustannie a i owszem, tylko musimy brać pod uwagę fakt, że bez względu na ich rodzaj, możemy się mylić a brnąć w zaparte to czysta głupota, egoistycznie ujmując bynajmniej żadna to korzyść. a co nią jest? światło, ciepło, energia a fundamentem ich harmonia. i czy powinnością pisząc to czy co innego, a czy nawet co kolwiek a i w tym przypadku mam przeprosić Cię za fakt ten rze popełniam np. ortograficzne błędy – no tak niby bo schemat wyuczony przyjenty za norme tak nakazuje – a wiesz co – ujmując kolokwialnie pierdole to, jak i wogóle schematy. jesteśmy schemaltypowani – a jako że tym razem przyszło mi spacerować po planecie ziemia na której to każdy chce mieć najWięcej a i prawa rościć – tak też i roszcze i zaznaczam sobie prawo do tego słowa, bo je stworzyłem – neologizm to chyba się zwie, a autorem jego jest moja nie schematyczna głowa, Ty, ja, on i ona jesteśmy własnie tacy SCHEMALTYPOWANI czy to Ci się podoba czy nie. dlatego uwielbiam chodzić do lasu, przebywać w naturze, nawet tej sztucznej, stworzonej przez nas, bo jak by nie próbować jej usidlić to nie jesteśmy w stanie, zawsze śię wymknie, częstokroć zapominamy że jesteśmy jej częścią zaledwie ogniwem łańcucha w fabryce wszechświata. dzień nadejdzie taki kiedy wszyscy wspólnie, jak ten przysłowiowy niby mąż czy jakoś tak może być i żona to zobaczymy, poczujemy, wtedy zrozumiemy – póki co jesteśmy właśnie schemaltypowani i wydaje się nam że wiemy.
rozmowy przy klatki w klatce sprzątaniu
03.30
muzyka:
choc jeżeli mam byc szczery to slucham właśnie tego wałka, przy czym w wersji instrumentalnej: http://www.youtube.com/watch?v=HHTP_adoeZE . mam wrażenie żę należało by się odnieśc do tego co poniżej, tj. treści – choc najpewniej przed samym soba to napewno – bo z wszystkich chorych mniej lub bardziej koncepcji na to miejsce najpewniejszą wydaje się byc tylko jedna, ale łotym może później. (more…)
po raz wtóry….
07.30
sam już nie pamiętam jak wiele razy podchodziłem do tematu. mam na myśli może nawet już nie codzienne, ale w miarę cykliczne aktualizowanie bloga i co? chciałem dobrze a wyszło jak zwykle. ale podobno próbować trzeba, tak więc i staram się. sporo sobie wymyśliłem jak na najbliższy krótki czas, ale może od razu wszystkie nie będe zdradzał. nadal jestem w górach, od czasu do czasu zmieniam miejsce ale nie ustannie jest to w obrębie “jeziora”, i wyprowadzać się stąd nie zamierzam. krótko ujmując za mną spory i całkiem niezły festiwal (choć nie mnie to oceniać), kilka pomniejszych chyba równie dobrych imprez, współpraca z firmą kamieniarską (tak, taaak:), jako doradca do spraw rozwoju), z Fundacją Rozwoju Regionu Jeziora Czorsztyńskiego itd. , a i bierząća ogarniawka pensjonatów, no ale w tym ogromnie różnych projektów i projekcików w które byłem lub jestem zaangażowany zapomniałem o sobie. i Jak historia pokazuje, co czas jakiś przychodzi refleksja w konsekwencji której sam przed sobą postanawiam poprawę. już nawet nie mam ochoty pisać że od teraz codziennie np. się coś tu będzie pojawiało – mam nadzieję – ale ona podobno matką głupich. ale pozostawmy to faktą. nie ma co się rozpisywać, notabene powinieniem być już w drodze do Chc, celem porozmawiania z pewnym Urzędem, a jeszcze musze plakacik jeden i drugi ogarnąć i takie tam szczególiki….
nawet gdy pada deszcz
09.12
to tekst któy napisałem jeszcze w lipcu, z myślą właśnie o publikacji na stronie, dokładnie było to późną nocą dnia 07.07.2008, jedna z fascynacji związanych z górami, tymi konkretnymi, do których przez różne perypetie i przygody na przestrzeni ostatnich 2 tygodni nie udało mi się dotrzeć (dni, które znalazły się w zbiorze tych tygodni zdecydowanie zasługują na opisanie – tak więc niebawem). a już tesknie za nimi nie miłosiernie, przyznam szczerze, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie związałem się tak emocjonalnie z miejscem, jak z tymi góreckami. łoj, dają one pozytywnego kopa na maXa. zapewne nieraz jeszcze będe się rozpisywał w tym temacie, póki co, ja wracam do pracy (zaraz zbieram sie w strone Bielska, a zaraz potem w moje ukochane górecki), a Ciebie zapraszam do lektury:
[2008.07.07] ….. Nadal jestem w górach, w miejscu w którym się odnajduje, piękno jego jest niepojęte. Po całym dniu pracy, nawet gdy pada deszcz, spacer w takim otoczeniu jak tu, pozwala na roześmianie duszy i na ciepłe myśli. Nieskończone pokłady energii, jak dla mnie. Każdy chyba w życiu szuka swojego miejsce, aczkolwiek druga połowa jest równie a nawet bardziej ważna. Ktoś po prostu tu się pojawi, zwróci uwagę na piękno tych okolic (nawet największy emocjonalny zwyrodnialec). Dla mnie właśnie te “okolice” to zdecydowanie coś więcej, bywałem w wielu miejscach (wiele chciałbym zobaczyć i poczuć jeszcze), uwielbiam Toruń, stromizny San Francisco, zieleń Seattle, nasze morze – ale to czego doznaje w tych “okolicach” jest nie porównywalne z niczym. Czuje że nawiązuje się coraz większa więź z każdym pagórkiem, drzewem, wiatrem a nawet i kroplą deszczu. Zrozumiałym jest dla mnie fakt, że wpływ na to ma wiele różnorakich czynników włącznie ze splotem konsekwencji wielu faktów w moim życiu. Ale liczy się tu i teraz, czyli życie właściwe, cel który obieramy a przede wszystkim droga – choć i jak wszystko to również ulega dyskusji ( link do posta).
Po całym dniu czegoś co nazywamy pracą, wkręcił mi się w głowie spacerek, od tak do sklepu w wiosce w której aktualnie przebywam. Szczęście chciało że potrzeba zrównolegliła się z przerwą w opadach deszczu (wedle wskazań statystycznych, w skali roku, miesiąc lipiec dostarcza najwięcej tej rozrywki). Nie zastanawiając się, odłożyłem lapciaka, zgarnąłem z łóżka kurtkę przeciwdeszczową, uruchomiłem buty i podążyłem szlakiem chodnikowym w stronę sklepu. Powietrze z reguły tutaj bije świeżością, deszcz dodaje mu efektu redbulla:). W drodze jak to mam w zwyczaju zanurzyłem się w oceanie myśli, bez konkretów, taki kogel mogiel, który towarzyszy mi jak i Tobie bez ustanku praktycznie. W dużej mierze to leczo myślowe wypełniał zachwyt dla otaczających widoków, uwielbiam patrzeć na to wszystko dookoła, w każdej sekundzie pomimo ogromu i stateczności mocarnych gór można zobaczyć coś nowego a za tym idą emocje. Kiedy już dotarłem do sklepu, ogarnąłem symboliczne zakupy, w czasie gdy kierowałem się do wyjścia, z nieba poleciał deszczowy wodospad. Jak wiadomo życie zaskakuje, nigdy w życiu obserwowanie deszcze nie sprawiło mi tak wiele radochy. Powstrzymałem się od pływania w kałużach jak i spływem nurtem deszczówki. Co mnie zafascynowało? Spektakl! - taak nierówno mam pod sufitem, ale przyzwyczaiłem się już do tego, poza tym wiesz jak jest, jeżeli trudno Ci z czymś żyć, należy się z tym pogodzić:) - pierwszy raz w życiu patrzyłem na deszcz niczym na musical, idealnie wyreżyserowaną sztukę z fantastycznymi efektami dźwiękowymi. Wszystko w jednym miejscu, nie dość że w pierwszym rzędzie to do tego jeszcze praktycznie bierzesz udział w tym przedstawieniu. Stojąc pod sklepem, w śród kilku osób, wyłączałem to otoczenie, skupiając się na przedstawieniu którego byłem świadkiem, muzyce wygrywanej przez spadający deszcz oraz idealnej choreografii realizowanej przez wiatr . Nie zabrakło również światła, którego głównym koordynatorem było słońce realizujące swoją wizję poprzez umiejętne użycie filtrów w postaci chmur – życie zdecydowanie – umysł nasz ma nieograniczone możliwości a my sami mamy tak nie fajną przypadłość do zamykania go w zagrodzie. Spróbuj kiedyś popatrzeć tak na deszcz, wybierz sobie dogodne miejsce – na szczęście całe w tym przypadku niema kolejek, niedostępnych biletów i sztywniaków którym się wydaje że wszystko wiedzą. Ja osobiście czekam na kolejne sztuki:) wszędzie są niepowtarzalne. Cholernie szkoda że tak mocno żyjemy schematami, tak wiele nam zasłaniają. Jeżeli sądzisz i myślisz sobie “no nieźle chłopaczyna musiał być porobiony” to jesteś w błędzie – to właśnie trzeźwość którą udaje mi się zachowywać od pewnego czas, po latach tłumienia , pozwoliła mi m.in. na to. W sumie już nie mam siły ale dodam że to suma z grubsza skończonej i sformułowanej liczby sytacji, a z chudsza końca niema.